Dziesięć płytkich oddechów - K.A. Tucker



Bardzo przyjemnie czytało mi się tę książkę. Nie miałam chwil, w których to byłabym nią zmęczona. Może nie jest to najbardziej wymagająca lektura, możliwe, że nie wpłynęła na mnie w jakiś niesamowity sposób, ale mimo to uważam, że przeczytanie tej książki było dobrym posunięciem.

Zacznę od tego, że Dziesięć płytkich oddechów to powieść typu new adult. Muszę przyznać, że spotkałam się już wielokrotnie z tym terminem, ale jakoś nie zagłębiałam się w niego i nie do końca wiedziałam, o co w nim chodzi. Przy okazji tej lektury nadrobiłam zaległości i poszperałam nieco w sieci. Zgodnie z tym, co wyczytałam, książki typu new adult kierowane są do "młodych dorosłych". Zazwyczaj poruszają kwestie wchodzenia w dorosłość, radzenia sobie z nową rzeczywistością, szeroko pojętego odnajdywania siebie.

W powieści K.A. Tucker główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest Kacey. Młoda, zagubiona dziewczyna walcząca z demonami przeszłości. Jest to postać wrażliwa, pełna skrywanego lęku i bólu. Choć pozornie wydaje się silna, w środku jest krucha i łatwo ją zranić. Kiedy była nastolatką spotkało ją coś, co odbiło się na jej dalszym życiu. Wciąż żywa trauma nie pozwala zacząć od nowa. Czy nowe otoczenie i ludzie zdołają sprawić, że Kacey otworzy się, a uśmiech zagości na jej twarzy?

Wśród wykreowanych bohaterów znajdziemy również Livie - siostrę Kacey. Jest to nastolatka, bardzo dojrzała jak na swój wiek. Pełna dobroci i opanowania. Troszczy się o starszą siostrę i stara się jej pomóc. To postać, która budzi ciepłe uczucia, roztacza wokół się dobrą aurę.

W książce pojawia się też Storm - młoda, samotna matka, wykonująca całkiem ciekawy zawód. To postać, którą polubiłam. Kojarzy mi się z pełną promiennego uśmiechu kobietą, idealną kandydatką na przyjaciółkę.

Wreszcie tajemniczy chłopak z mieszkania 1D. Z opisu i wrażeń, jakie dostarcza Kacey, obraz Trenta wydaje się być idealny. Jest to facet, który zdecydowanie przyciąga uwagę. Nie wiem, czy tylko ja miałam takie odczucia, ale według mnie był niezwykle sexy. I w takich kategoriach o nim myślałam przez dłuższy czas. Później jednak moje wyobrażenie zupełnie się zmieniło. Zaczęłam dostrzegać w nim coś innego, aniżeli przystojnego gościa. Zaczęłam się zastanawiać nad jego uczuciami, nad przeszłością, tym, z czym musiał się zmierzyć i przez co przejść.

Pojawiający się w powieści wątek Kacey i Trenta przypadł mi do gustu, choć przyznam się, że w pewnym momencie domyśliłam się prawdy. Kiedy w końcu karty powieści odkryły ją w całej okazałości, nie byłam zaskoczona.

Dziesięć płytkich oddechów to książka, którą mogłabym polecić. Nie jest to jakaś wyszukana literatura, ale mimo wszystko warto się nad nią pochylić. Choć niektórzy zarzucają, że powieści new adult są takie same, tę warto przeczytać. Poza tym, że jest napisana w sposób przystępny i niewymagający niesamowitej zadumy, to tematyka w niej poruszona pozostaje na bardzo dobrym poziomie. Nie jest to książka płytka i o niczym. To powieść, która traktuje o potędze przeszłości i o tym, jak owa przeszłość może determinować nasze życie. Mowa w niej o bólu, z którym nie jeden z nas musi się zmierzyć, o stracie i jej konsekwencjach.

Co podobało mi się najbardziej w tej książce i za co daję jej ogromnego plusa? Za to, że temat "bycia ofiarą" został przedstawiony w sposób pełny. Co mam na myśli? Chodzi o to, że poszkodowanym nie jest tylko ten, któremu zło zostało wyrządzone, ale także osoba, która tego dokonała. Nie chcę nikogo usprawiedliwiać i szerzyć poglądu krzywdzącego dla ofiar, ale warto się zastanowić nad tym, jak często jedna chwila, nieuwaga czy niedbałość doprowadza do sytuacji, z której nie ma odwrotu. Trauma, która wtedy się pojawia, jest udziałem obu stron.

Ewelina
Obsługiwane przez usługę Blogger.