Fatum i furia - Lauren Groff



Fatum i furia to książka, na którą trafiłam w bibliotece przypadkowo. Znajdująca się na okładce informacja, że jest to najgłośniejsza amerykańska powieść 2015 roku przekonała mnie do tego, żeby ją wypożyczyć.

Książka ta podzielona jest na dwie części: fatum i furię. Zarówno w jednej, jak i w drugiej, tematem przewodnim jest małżeństwo Lotta i Mathildy. W fatum dostajemy obszerny obraz miłości między dwojgiem wspomnianych wcześniej bohaterów. Jest to uczucie niezwykłe, nieblaknące, pełne uniesień i wzajemnego zrozumienia. Czytając losy owego małżeństwa, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że mam przed sobą projekcję idealnego związku. Owszem, ktoś może powiedzieć, że ich zachowanie czasami pozostawiło wiele do życzenia i że nigdy nie przyznałby mi racji, ale mimo pewnych przeciwności losu i wad czułam, że jest to para stworzona dla siebie. Taka, która spełnia swe oczekiwania, potrafi mimo kryzysu trwać razem. To mi się podobało...
W furii obraz miłości Lotta i jego żony zostaje zachwiany, ulega zmianie. W drugiej części ukazane jest ich uczucie z punktu widzenia Mathildy. Pozwala to na poznanie go z zupełnie innej strony, na weryfikację tego, czego dowiedzieliśmy się w części pierwszej. Pojawia się pewna rozbieżność, która staje się niezwykle ciekawa, obnaża relację dwojga ludzi.

W powieści tej główną rolę odgrywają Lotto i Mathilde, ich miłość i związek. Nie jest to jednak tkliwa książka o uczuciu, podczas której wylejecie morze łez. To dojrzały obraz, pozbawiony otoczki wspaniałości, z którą niejednokrotnie spotykamy się w momencie lektury traktującej o relacji damsko - męskiej. W książce odnajdziemy prawdziwość, naturalność i złożoność, które są nieodłącznym elementem bycia razem. Nic tutaj nie jest czarne albo białe, to co wydaje się takie być, szybko okazuje się bardziej skomplikowane.

Główni bohaterowie - Lotto i Mathilde - to postaci niezwykle intrygujące, choć trzeba przyznać, że sposób kreacji żony jest bardziej ciekawa. Lotto, bo od niego zaczniemy, to młody mężczyzna z dość barwną przeszłością. Jest artystą, dlatego codzienne życie z nim dla niejednej kobiety oznaczałoby udrękę. Osobiście, mimo że podziwiam jego oddanie, nie chciałabym z nim być. To mężczyzna z grupy tych, którymi trzeba się opiekować. Co do Mathildy - początkowo to kobieta, która wzbudza szacunek, samym faktem, że potrafi i chce troszczyć się o męża i dom właściwie w pojedynkę. Jest oddana, pełna miłości i empatii, wyrozumiała. Mogę zapewnić, że później każdy czytelnik mocno się zdziwi, kiedy ukazane zostanie jej prawdziwie oblicze.



Pisząc tę recenzję chciałabym dodatkowo wyróżnić dwa motywy, które mi osobiście się podobały. Po pierwsze - niespełniony artysta. W książce sporo miejsca poświęcone jest pracy twórczej, która nie zawsze przynosi satysfakcję, dumę i jest motorem napędowym do działania. Pokazana zostaje dość ciężka i wyboista droga artysty, który pragnie splendoru. Po drugie relacja matka - syn. Skomplikowana, dość chłodna, bezkompromisowa - tak się przynajmniej wydaje. Początkowo nie mogłam rozumieć tej więzi, pewnych zachowań matki, natomiast później otrzymałam odpowiedź na postawione sobie pytania.

Fatum i furia to z pewnością powieść wyrazista. Nietuzinkowa, nieprzeciętna, niepokazująca w sposób schematyczny relacje dwojga ludzi. To książka pełna prawdziwości. Taka, która obnaża pewne zachowania i pokazuje, że nie wszystko jest złotem, co się świeci. Podobał mi się język, a w sposobie prowadzenia czytelnika czaiła się budująca napięcie intryga.

Podsumowując, chciałabym polecić tę książkę wszystkim dojrzałym czytelnikom. Nie jest to łatwa i lekka lektura, która zadowoli każdego. Nie jest to też tego rodzaju proza, którą każdy zrozumie i doceni.

Dajcie znać, co Wy sądzicie o tej książce.

Ewelina










Obsługiwane przez usługę Blogger.