Kiedy odszedłeś - Jojo Moyes


Na wstępie wspomnę, jako że jest to druga część jednego cyklu, to w tej recenzji mogą znaleźć się spoilery z części pierwszej (Zanim się pojawiłeś), dlatego przestrzegam tych, którzy jeszcze nie mieli z nią do czynienia.

Zanim się pojawiłeś zostawiła po sobie duży niedosyt i wcale nie chodzi o to, że była słaba, czy czegoś jej brakowało - nic z tych rzeczy. Czytając ją, trudno było mi się nie wczuć w całą opisaną sytuację, tym bardziej, że emocje jej towarzyszące były wyjątkowo silne. Zaryzykuję stwierdzenie, że część czytelników odczuła pustkę po zakończeniu tej książki, może nawet nie mniejszą niż główna jej bohaterka. Wielu pewnie postawiło sobie sporo pytań, u mnie głównymi z nich były: czy da się powrócić do życia po tak ogromnej stracie? Jak się z tym pogodzić? Moyes podjęła próbę znalezienia odpowiedzi na takie pytania właśnie w Kiedy odszedłeś.

Mimo tego, że Zanim się pojawiłeś i Kiedy odszedłeś stanowią cykl, pewną całość, to obie te książki diametralnie różnią się od siebie, co staje się widoczne już po pierwszych stronach lektury. Sam wydźwięk tej powieści jest całkiem inny niż jej poprzedniczki, gdzie ze strony na stronę emanowała pozytywna energia, wiara we własne możliwości i w siłę uczuć. Tutaj już praktycznie tego nie znajdziemy. Spotykamy się z Lou w zupełnie nowej dla niej sytuacji, z którą nie potrafi sobie poradzić pomimo uporczywych prób. To już nie ta sama Lou - muszę przyznać, że dawno już nie spotkałam się z taką zmianą wewnętrzną u głównego bohatera jakiejś książki. Kiedy dotyka kogoś taka tragedia i pogrążony jest w rozpaczy, a jednocześnie widzi biegnący dalej do przodu świat, zaczyna się zastanawiać, jak to możliwe, że życie toczy się dalej, że ludzie normalnie chodzą do pracy, spotykają się ze znajomymi, imprezują, kiedy jego życie właśnie zatrzymało się w pewnym miejscu, a na horyzoncie nie widać żadnych obiecujących perspektyw? A właściwie wcale ich tam nie ma, bo bardzo ciężko od tej pory patrzeć w przyszłość. Autorka i tym razem bardzo dobrze poradziła sobie z tak trudnym tematem.

Poznajemy sporo nowych osób, w tym takich, którzy dosłownie wprowadzają zamęt do całej historii i dzięki nim nabiera ona rozpędu. Moyes lubi kreować bardzo silne osobowości u swoich postaci, a w połączeniu z tym, że są oryginalne, nie da się ich nie polubić. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na młodą i zakręconą Lily, która posiada dosłownie chyba wszystkie wady, jakie nastolatka może sobą prezentować. Jak znajomość Lily i Louisy wpłynie na obie dziewczyny? Naprawdę warto się przekonać samemu, że od nastolatki też można się sporo nauczyć.

Lou przewartościowuje swoje życie, jest bardzo ostrożna przy podejmowaniu jakichkolwiek decyzji i ogromnie boi się kolejnej straty. Chociaż Willa Traynora już nie ma, nadal czujemy jego obecność w książce i w życiu bohaterki. Ba, chyba każde jej działanie jest pośrednio zmotywowane postacią Willa.

Zakończenie powieści pozostawia, niestety, wiele do życzenia. Jak dla mnie zepsuło ono cały klimat tej książki i na tyle, na ile zdołałam poznać Lou podczas czytania, to nie spodziewałabym się po niej tego, co zrobiła. Jak już pisałam, bohaterka przeszła ogromną przemianę, co mogło zadecydować o jej wyborze, ale takie zakończenie w ogóle mi do niej nie pasuje. Ciekawa jestem, czy to tylko moja opinia.

Podsumowując, książka ta stanowi ciekawą kontynuację; motywem, jaki się z niej wyłania jest żałoba po stracie ukochanej osoby i próba odnalezienia siebie w nowej rzeczywistości. Cieszę się, że Moyes nie stworzyła jako "pocieszenie" cukierkowej opowiastki, ale naprawdę dojrzałą powieść z wszelkimi aspektami tak trudnego tematu. Dla mnie idealną jej konkluzją, zwieńczeniem i podsumowaniem jest ten piękny cytat: Wszyscy dotrzemy kiedyś do momentu, w którym będziemy potrafili czerpać radość z faktu, że każda osoba, o której mówiliśmy, za którą tęskniliśmy i którą opłakiwaliśmy, żyła na tym świecie i przebywała wśród nas, i że niezależnie od tego, czy została nam odebrana po sześciu miesiącach czy sześćdziesięciu latach, mieliśmy szczęście, że ją spotkaliśmy.

Ilona
Obsługiwane przez usługę Blogger.