Nigdy nie zapomnę - Kerry Lonsdale


Jak zapewnia nas wydawca, Nigdy nie zapomnę to porywająca opowieść, którą polecisz najlepszej przyjaciółce. Czy aby na pewno? Miałam co do tej powieści wielkie oczekiwania. Ze względu na płynące zewsząd zapewnienia o jej pięknie  byłam wręcz pewna, iż pokocham tą historię. I wiecie co? Kolejny raz przekonuję się, że to co podoba się innym, zupełnie nie trafia do mnie.

Książka zaczyna się z przytupem. Pierwsze zdanie wbija w fotel. Śmierć ukochanej osoby od zawsze budzi we mnie wielkie emocje. W sekundę wchodzę w skórę głównego bohatera i czuję to, co on. I za to trzeba tę książkę pochwalić, ale dalszy rozwój akcji i przedstawiona po macoszemu żałoba sprawia, że historia ta ma więcej minusów, aniżeli plusów.


Główna bohaterka, czyli Aimee musi się zmierzyć ze stratą narzeczonego. W dniu, w którym miała poślubić Jamesa, odbywa się jego pogrzeb. Sytuacja jest bardzo trudna, dziewczynie ciężko pogodzić się ze stratą najlepszego przyjaciela, mężczyzny jej życia. Ból potęguje spotkanie z tajemniczą kobietą, która zapewnia że ukochany żyje. Choć początkowo Aimee nie dopuszcza do siebie tej myśli, nie może zapomnieć o tym, co usłyszała. Zasiane ziarno niepewności spokojnie kiełkuje. Co z tego wyniknie?

Książka dla wielu może okazać się niezwykle wciągająca. Mnie samą na początku mocno zaintrygowała ta historia, ale jej dalszy przebieg jest nieco zbyt przesłodzony i pogmatwany. Dla mnie historia jest dość naiwna i poniekąd przewidywalna, przynajmniej w niektórych obszarach. Typowe romansidło z nutą thrillera, nic szczególnego. Miałam wrażenie, że autorka chciała zmieścić jak najwięcej wątków, aby uczynić z Nigdy nie zapomnę niesamowitą historię. Według mnie nie wyszło. I choć powieść teoretycznie mówi o tak ważnych emocjach jak miłość czy nadzieja, nie porusza do głębi i nie sprawia, że czytelnik wychodzi poza ramy bycia obserwatorem i staje się także częścią historii.

Nigdy nie zapomnę to książka napisania dość niewymagającym językiem. Można nazwać to przystępnością, ale lepszym określeniem byłaby nuda i pojawiające się niekiedy rozbawienie. Czasami użyte w tekście zwroty wydawały mi się niedopasowane. Stwierdzenie uregulował rachunek w ustach młodej dziewczyny brzmiało śmiesznie. Musicie uwierzyć mi na słowo.

Warto także pochylić się nad sposobem kreacji głównych postaci. Czytelnik dowiaduje się o nich całkiem sporo, co jest niewątpliwym autem. Mimo to bohaterowie nie fascynują. Aimee wzbudza niekiedy sprzeczne uczucia - z jednej strony współczujesz jej tego, co doświadczyła, z drugiej zaś denerwuje Cię początkowa bierność.


Powieść ma otwarte zakończenie, co pozwala puścić wodze fantazji i dopisać własną historię. Warto dodać, że autorka przewiduje dopisanie kolejnej części. Fani tej publikacji z pewnością zacierają ręce. Ja jestem pewna, że po kontynuację nie sięgnę.

PS Pisanie recenzji to trudne zadanie. Ciężko obiektywnie nakreślić tło wydarzeń i to, w jaki sposób autor przedstawił dany problem. Nigdy nie zapomnę nie jest w moim guście i według mnie książka ta jest mocno przeciętna. Chcę jednak zachęcić Was do przeczytania bardziej przychylnej opinii. Zapraszam na bloga mojej kochanej Pauliny (kliknij tutaj). Może jednak uznasz, że historia jest warta uwagi? W ten sposób chciałabym pokazać wszystkim, że mamy różne gusta, a prezentowane przez nas recenzje są mocno subiektywne. Czasem warto zaryzykować i skusić się na przeczytanie powieści, która nie trafiła w gust Twojej mamy, koleżanki czy ulubionej blogerki. Kto wie, może książka ma w sobie coś niezwykłego?

Ewelina
Obsługiwane przez usługę Blogger.