Małe wielkie rzeczy - Henry Fraser


Nie tak dawno swoją premierę miała książka Małe wielkie rzeczy. Jest to pozycja z pogranicza autobiografii i poradnika. Opowiada historię o chłopaku imieniem Henry Fraser, który w wieku 17 lat ulega wypadkowi, wskutek którego zmienia się całe jego życie. Czy młody mężczyzna wstępujący w dorosłość poradzi sobie z tą sytuacją? Co trzeba zrobić, aby nie stracić nadziei? W końcu - czy warto przeczytać Małe wielkie rzeczy?

Mój stosunek do tej książki jest dość ambiwalentny. O ile uważam, że postać głównego bohatera jest bardzo inspirująca i każdy powinien czerpać z jego postawy życiowej jak najwięcej, o tyle sposób narracji nie do końca mnie przekonuje. Pisząc tę recenzję, myślę jednak, że wskazany przeze mnie minus nie jest tak istotny, choć niewątpliwie wpływa na odbiór czytanej historii. Podczas lektury nie czułam się jak bardzo dobra koleżanka Frasera, której szczerze opowiada o swoich doświadczeniach. Miałam wrażenie, że jestem obserwatorem, który stoi w dalekiej odległości od głównej postaci i docierają do niego strzępy rozmów, a nie pełna historia. Co do tego typu doświadczeń mam jednak pewną teorię - nie do końca zgrałam się w czasie ze swoimi czytelniczymi wymaganiami. Innymi słowy - nie wzięłam książki do ręki w odpowiednim momencie.

Henry'ego poznajemy, kiedy wspólnie ze znajomymi wybiera się na wakacje. Jeden pobyt na plaży, chwila nieuwagi, ale też w pewnym sensie głupota sprawiają, że chłopak zostaje sparaliżowany od szyi w dół. Chyba nikomu nie trzeba udowadniać, że sytuacja jest ekstremalnie trudna, smutna i mogłaby dobić niejednego człowieka. Mimo początkowego załamania i braku wiary we własne możliwości, Henry rozpoczyna walkę - z trudnościami życia codziennego, które dla osoby na wózku są znacznie większe niż dla zdrowej osoby. Chłopak musi radzić sobie jednak nie tylko z otaczającą go rzeczywistością, ale przede wszystkim z tym, co siedzi w jego głowie. Pomocne w tym okazują się bardzo dobre relacje z rodziną. Bliscy mają dla Henry'ego ogromne znaczenie i są dla niego wielkim wsparciem. W tych prawie 200 stronach, które czytelnik otrzymuje, zapisane jest wiele mądrości na temat życia. Pokazane jest, że porażka jest wyborem, a jeśli nie przystosujemy się do nowej rzeczywistości i będziemy stale rozdrapywać stare rany, nasz smutek tylko się pogłębi. To nie jest opowieść, w której wszystko się udaje, ale historia napisana przez życie - człowiek upada, ale jednak mimo wszystko próbuje się podnieść i walczyć.

Przy okazji czytania tego typu książek, często budzi się w nas ogromna motywacja, wdzięczność za to, że jesteśmy w tym miejscu, które jeszcze nie tak dawno przeklinaliśmy. Mamy dwie sprawne nogi, możemy robić, co tylko chcemy. Nie musimy obawiać się wizyt u lekarza - co sobie postanowimy, mamy szansę osiągnąć. Mimo to zazwyczaj bardzo szybko porzucamy te wzniosłe myśli i nadal bardziej skupiamy się na niepowodzeniach, aniżeli dobrych stronach naszego życia. Pojawia się w mojej głowie taka myśl - czy naprawdę trzeba doświadczyć czegoś tak okropnego, żeby zacząć żyć, doceniać, cieszyć się codziennością? Nie odnoszę swoich rozważań do bohatera, bo o jego życiu sprzed wypadku nie wiemy zbyt dużo. Łatwo się jednak domyślić, że jako sportowiec był wytrzymały, miał wolę walki i zakorzenioną głęboko w sercu potrzebę pokonywania własnych słabości. Wypadek tylko wzmocnił te odczucia i przeniósł energię do działania na inne pole.

Będąc z Wami zupełnie szczera, nie wiem, czy powinnam polecać tę książkę. Może inaczej - nie spełni ona oczekiwań każdego czytelnika. Moim zdaniem jest napisana trochę zbyt ogólnie, więc nie mamy szans bardzo dokładnie poznać życia Henry'ego Frasera. W związku z tym trochę trudno jest nam zaprzyjaźnić się z autorem. Ja odczuwałam spory dystans. Ta pozycja spodoba się osobom, które lubią czytać tego typu historie i potrafią wydobyć z nich motywację dla siebie.

Ewelina


Obsługiwane przez usługę Blogger.