Site Loader

Można powiedzieć, że na Guguły trafiłam całkiem przypadkiem, nigdzie wcześniej nie czytałam na temat tej pozycji, nikt mi jej nie polecił. Ba, nie wiedziałam nawet, że taka książka istnieje, co nie stawia mnie w zbyt dobrym świetle, bo jest to pozycja nie byle jaka. W 2015 roku Guguły były nominowane do Nagrody Literackiej Nike i znalazły się wśród finalistów tego konkursu. Książka ta jest debiutem prozatorskim Wioletty Grzegorzewskiej, która wcześniej wydała kilka tomików poezji.

Guguły to nic innego jak lekka opowieść o polskiej wsi w czasach PRL-u. Opowieść, która mimo zwięzłej formy, potrafi wzbudzić w czytelnikach zainteresowanie, a dla części z nich może stać się pretekstem do powrotu do wspomnień z czasów dzieciństwa. Dla mnie, dziewczyny urodzonej w 1995 roku, ta lektura była szansą na to, aby choć trochę poczuć klimat dawnych lat, czasami, choć rzadko, przytaczanych w formie anegdotek podczas rodzinnych spotkań czy niezobowiązujących rozmów. Stwierdzenie, że Guguły to książka o wsi z czasów PRL-u jest jednak sporym uproszczeniem i jedynie powierzchownym spojrzeniem. Już po samym tytule można wysnuć, że będzie to opowieść o czymś więcej niż tylko o leniwie mijających dniach w niewielkiej wsi na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Guguły to określenie odnoszące się do niedojrzałych owoców, a zawarte w książkach opowiadania stanowią obraz tego, jak dojrzewanie wygląda i z czym się wiąże.

Główną bohaterką książki jest Wiolka zamieszkująca niewielką wieś Hektary. Poznajemy ją w momencie, kiedy jest małą dziewczynką i wspólnie z matką czeka na powrót ojca z wojska. To właśnie Loletka jest narratorką, więc świat przedstawiony widzimy jej oczami, od momentu, kiedy była dzieckiem, do czasu, aż stała się nastolatką. Wspólnie z nią odkrywamy uroki codziennego życia, przypatrujemy się temu, co się dzieje i możemy sami wyciągać wnioski. Ta książka daje tylko obraz rzeczywistości, często narratorka pozostawia nas bez żadnego komentarza, więc sami musimy zinterpretować daną sytuację na poziomie emocjonalnym.

Okres dojrzewania to dla Wiolki czas, w którym pojawia się temat seksualności. Nie zawsze wiążę się on z ciekawością i obopólną zgodą  stron. Dochodzi nawet do sytuacji, która dzisiaj, mam taką nadzieję, zyskałaby duży rozgłos, a w ówczesnych czasach została zamieciona pod dywan. W okresie nastoletnim bohaterka ma też do czynienia z używkami, zaczyna interesować się chłopakami, a przy tym, mam wrażenie, jest całkowicie pogubiona. Obraz polskiej wsi w książce Grzegorzewskiej można uznać za typowy i taki który wiernie odwzorowuje realia. Są wiejskie hulanki, gospodarstwa i drobne kłamstwa, a niezwykle ważną rolę odgrywa religia. W krótkich opowiadaniach można znaleźć na przykład wzmianki na temat przyjmowania obrazu Matki Boskiej w domu czy przyjazdu papieża Polaka Jana Pawła II i dowiedzieć się, jak ważne były to wydarzenia dla opisywanej społeczności. Guguły to książka o PRL-u, o czasach, w której nawet niewinny obrazek może stać się powodem, dla którego ktoś będzie posądzony o nieodpowiednie nastawienie do Kraju Rad, czyli ZSRR.

Chciałby zamienić się na życia z tymi tumakami, zamieszkać w lesie i dzielić z nimi jaja ptaków i królicze nory, ale jednak pobiegł za dziadkiem, bo zrobiło się ciemno, a potem ciągle musiał za kimś biec i wszystko zleciało jak w amerykańskim filmie. Na nic nie starczyło czasu i pieniędzy. Rysiu uwijał się jak w ukropie, żeby zarobić na buty, na pierwszy garnitur, przetrwać falę w wojsku, kupić sobie wueskę, zabrać Zosię na zabawę, zdążyć na egzamin w technikum rolniczym, na ślub, chrzciny i na nocną zmianę (…).

– Dziwne jest urządzony ten świat – odezwał się do mnie nagle, gdy pekaes skręcił na Pułaskiego. – Nawet nie zdążyłem się obejrzeć, już nazywają mnie starym, a przecież w środku jestem jak te guguły (…).

Zanim pierwszy lin wziął przynętę, zanim minęło południe, ten pięćdziesięcioletni chłopiec naprawdę umarł.

Największe wrażenie zrobiły na mnie cytowane słowa ujęte w przedostatnim opowiadaniu, którego tytuł brzmi właśnie Guguły i myślę, że stanowi  kwintesencję tego, co jest w tej książce najważniejsze. Ojciec Wiolki dochodzi do wniosku, że jego życie przeleciało jak krótki film, że cały czas musiał za czymś gonić i to właściwie już od dziecka. Tempo biegu nie zmniejszało się proporcjonalnie do wieku, ale wręcz przeciwnie. Wciąż pojawiało się coś, co wymagało pracy, ponadprzeciętnych starań, coś, co sprawiało, że życie umykało jeszcze szybciej. Aż w końcu młodość minęła, a mimo to Rysio nadal w środku był małym chłopcem, który aż do śmierci nie zdążył dojrzeć. Myślę, że z odczuciami bohatera mógłby się utożsamić niejeden z nas. Prawda w nich wynikająca jest uniwersalna, bez względu na czasy, w jakich żyjemy.

Moim zdaniem Guguły to książka, która mimo tego, że czasami porusza trudne tematy, pozostaje lekka w odbiorze. To dobra książka o PRL-u, która, choć w niewielkim stopniu, opisuje tamtejszą rzeczywistość. Cieszę się, że miałam okazję ją przeczytać.

Książką można kupić w dobrej cenie w księgarni Znak, jest też dostępna w abonamencie Legimi.

O MNIE

Cześć! Jestem Ewelina. Piszę tutaj o książkach, które udało mi się przeczytać, ale też tych, po które chciałabym sięgnąć. Jestem wrażliwą duszą i często widzę to, czego inni nie dostrzegają.

Instagram

Facebook