Site Loader

Zastanawiałam się, czy pisanie o książce, która około 2 lata temu miała swoją premierę i 5 minut w na rynku czytelniczym, ma teraz sens. Czy ktoś będzie nią jeszcze zainteresowany? Doszłam jednak do wniosku, że to książka tak ważna i potrzeba, że powinna się tutaj znaleźć. Reportaż Burka w Nepalu nazywa się sari wstrząsnął mną, a jednocześnie, przy tych wszystkich emocjach towarzyszących lekturze pozwolił zachować trzeźwe myślenie. To wbrew pozorom nie tylko książka o Nepalkach, ale tak naprawdę o kobietach i ich sytuacji w ogóle.

Burka w Nepalu nazywa się sari

Nie skłamię, jeśli powiem Wam, że mimo całkiem sporej objętości książki i ciężaru emocjonalnego, jaki ze sobą niosła, cały czas czytałam ją z ogromnym zainteresowaniem i nie czułam potrzeby jej odkładania. Moim zdaniem wynika to przede wszystkim z tego, że historie kobiet i dramatyzm ich sytuacji miesza się z praktycznymi informacjami, pojawiają się rozbudowane wzmianki na temat religii, statystyki dotyczące danego problemu, niektóre tematy są poruszane bardziej w ujęciu teoretycznym, aniżeli na przykładach konkretnych osób. Nie martwcie się jednak, tych tam zdecydowanie nie brakuje. Ta teoretyczna strona książki moim zdaniem jest czymś szalenie potrzebnym, bo dzięki niej jest chwila na oddech.

Nepal to państwo, które w większości kojarzy się z alpinistami, choćby dlatego, że to właśnie tam można podziwiać piękno Himalajów. O tym kraju jednak stosunkowo mało się słyszy, chociażby w mediach, więc jest on nieco zapomniany. Dlatego też tak bardzo doceniam, że Edyta Stępczak postanowiła udać się właśnie tam i dać głos kobietom, które zdecydowanie powinny zostać usłyszane. Nepalki często noszą sari, znane przede wszystkim z Indii i kojarzące się z kolorem i radością. Czy za efektownie wyglądającym strojem rzeczywiście kryje się szczęście? Sam tytuł książki sprawnie nakreśla, jak wygląda sytuacja kobiet w Nepalu. Kolorowe sari jest przyrównane do burki, którą kojarzy się z uciskiem kobiet i ich poddańczym stosunkiem względem mężczyzn. Co do sari nie ma takiego skojarzenia, dlatego też trudniej dojrzeć tragedię, zdecydowanie łatwiej odwrócić oczy.

Zdaniem adwokat Mandiry Sharmy ze względu na nepalski system prawny, procedury i przebieg procesu nepalska kobieta, która padła ofiarą gwałtu i decyduje się szukać sprawiedliwości, musi być gotowa na psychiczny gwałt kolejnych sto razy.

Gdybym powiedziała, że ogólnie sytuacja kobiet w Nepalu jest dramatyczna, nie skłamałabym. Kobiety są w trudnym położeniu właściwie od poczęcia. Musicie wiedzieć, że głównym celem rodziców jest spłodzenie syna, dziewczynki są zdecydowanie mniej chętnie widziane, stąd też często dochodzi do aborcji. Podczas okresu w wielu rodzinach kobiety są separowane od innych, miesiączka jest utożsamiana z nieczystością i wywołuje wstyd. Kolejnym problemem jest zawieranie małżeństw, które z reguły są aranżowane. Nie ma więc sposobności, aby dobrze poznać potencjalnego partnera, nie mówiąc już o pojawieniu się uczucia. Nie to jest jednak najbardziej straszne, ale fakt, że za mąż wydawane są kilkunastoletnie dziewczynki, które zaraz po ślubie stają się matkami. W reportażu poruszane są też inne problemy m.in. te związane z emigracją. Sytuacja ekonomiczna zmusza wiele kobiet (mężczyzn również) do wyjazdu do innego kraju. Na miejscu są one poniżane, często odbierane są im wszelkie prawa, w tym także do wynagrodzenia. Emigracja jest zestawiana nierzadko z pojęciem współczesnego niewolnictwa, które, z uwagi na nieefektywność systemów prawnych wielu państw, nadal występuje. Z książki można dowiedzieć się, co dzieje się z kobietą, kiedy zostaje wdową czy jak synowe traktowane są przez swoje teściowe. Ciekawe, ale jednocześnie zatrważające jest to, że teściowe z reguły nie mają żadnej litości, choć z własnego doświadczenia powinny wiedzieć, czym jest poniżanie i jak ono smakuje.

Osiemdziesiąt procent nepalskich kobiet cierpi z powodu jakiejś formy przemocy (…) Sprawcami przemocy są najczęściej członkowie najbliższego otoczenia – rodzina i lokalna społeczność. A także państwo poprzez dyskryminujący kobiety system legislacyjny oraz nadużywających władzy biurokratów.

W reportażu uwaga skupia się przede wszystkim na sytuacji kobiet, choć nie brak wzmianek na przykład na temat dzieci (są one jednak ogólne). Bardzo poruszył mnie obraz rodziny, w której niespełna dwuletni chłopiec szatkuje mięso przy użyciu prawdziwego, ostrego narzędzia. Jego sytuacja zostaje zestawiona z setką dzieci w innych zakątkach świata, które mają wiele zabawek, a każda z nich ma odpowiedni atest bezpieczeństwa.

Wiem, że zachęcenie do przeczytania reportażu o kobietach z odległego kraju będzie nieco trudne. Może się przecież wydawać, że ich historia w ogóle nas nie dotyczy. Warto jednak pamiętać, że przedstawiony w reportażu obraz, jest tak naprawdę skrawkiem naszej rzeczywistości, krytycznym spojrzeniem na ogólną sytuację kobiet płacących słoną karę za patriarchalny model społeczeństwa. Ze swoje strony serdecznie polecam, bo jest to lektura, która na przemian porusza i niezwykle ciekawi swoją treścią.

O MNIE

Cześć! Jestem Ewelina. Piszę tutaj o książkach, które udało mi się przeczytać, ale też tych, po które chciałabym sięgnąć. Jestem wrażliwą duszą i często widzę to, czego inni nie dostrzegają.

Instagram

Facebook