Aż do śmierci reportaż recenzja

Aż do śmierci. Prawdziwe historie przemocy domowej, która zmusza ofiarę do zbrodni – Daria Górka / recenzja

Mogłabym chyba powiedzieć, że czytanie o trudnych doświadczeniach, bez względu na to, czy są wytworem wyobraźni pisarza, czy wręcz przeciwnie, dokładnie opisują rzeczywistość, jest tym, co lubię najbardziej. Takie lektury są dla mnie źródłem ogromnych emocji i najlepszą formą uświadamiania sobie wielu problemów społecznych. Reportaż Darii Górki Aż do śmierci dobrze wpisuje się w moje czytelnicze potrzeby, choć nie jest to książka bez wad.

 

Codzienne piekło

Reportaż opowiada historie ośmiu kobiet w różnym wieku, które przez długi czas (nawet kilkadziesiąt lat!) były ofiarami przemocy domowej i w konsekwencji tych wydarzeń stały się morderczyniami. Na samym początku reportażu jest krótkie przedstawienie historii każdej z kobiet ze wskazaniem wyroków, na jakie zostały skazane. Tylko jedna z ofiar przemocy nie dopuściła się zabójstwa, bo jej partnera udało się uratować.

Już sam początek sygnalizuje, że treść nie będzie niczym łatwym. Mnie osobiście pokonał już wstęp, który wydaje się niewinny, ale już tak dużo nam uświadamia.

W końcu chwila z książką. To tak cenne, by znaleźć na nią czas. Może właśnie siedzisz na kanapie i popijasz ulubioną herbatę? (…) Może zjadłeś wspaniałą kolację z rodziną i wieczór postanowiłeś wykorzystać na czytanie? To Twój moment wyciszenia. Twoja przestrzeń. Twój azyl. Nie wszyscy mają tyle szczęścia.

Czytając to i mając kubek kawy pod ręką, uświadomiłam sobie od razu, jak dużo mam, a równocześnie to, że pewnie właśnie ktoś inny na świecie w tym momencie, będąc we własnym domu, nie może zaznać spokoju.

Historie opowiedziane z różnych perspektyw

Dalsza część reportażu skupia się na historii każdej z kobiet; tym, co doprowadziło ich do popełnienia zbrodni, jak czuły się przed i po, z czym teraz muszą się mierzyć i jak wyobrażają sobie swoje dalsze życie. Charakterystyczne jest to, że właściwie każda z tych osób żałuje tego, co zrobiła i czuje, że nikt nie ma przyzwolenia na odbieranie życia drugiemu człowiekowi, nawet wieloletniemu oprawcy. Historie tych kobiet pokazują, że odejście od partnera, który się nad nami znęca i stosuje różnego rodzaju przemoc, nie tylko fizyczną, jest bardzo trudne. Istnieją różne mechanizmy psychologiczne, które warunkują to, że kobiety mimo wszystko trwają przy swoich partnerach. Wiele ofiar przemocy nie chce, aby oprawca zniknął, zostawił je, poszedł do więzienia, ale z całego serca pragną, aby się zmienił. Zdarza się to jednak tak rzadko, że chyba można by stwierdzić, że wcale. W książce wyjaśnione są też dokładne etapy przemocy, co też daje nam do myślenia, dlaczego te kobiety nie są w stanie powiedzieć ‘dość’.

W reportażu Aż do śmierci poznajemy nie tylko perspektywę kobiet dotkniętych przemocą i zmuszonych do popełnienia zbrodni, ale też osób, które współpracują z ofiarami i osadzonymi w więzieniu. Przytoczone są wypowiedzi m.in. psycholog pracującej przy telefonie Niebieskiej Linii, adwokata specjalizującego się w pomocy ofiarom przemocy domowej, więziennych psycholożek. To daje zdecydowanie szerszy obraz tego, jak wygląda przemoc i jakie mechanizmy działania można zaobserwować w takich sytuacjach.

Nieprzemyślana forma

Jest jednak w tym reportażu coś, co sprawia, że nie czyta się go dobrze, a mianowicie przeskakiwanie z jednej historii na drugą. Żadna z pojedynczych opowieści nie wybrzmiewa, mi złączyły się one w jedną całość i przez to nie było ani jednej kobiety, która zapadłaby mi w pamięć. Moim zdaniem to ogromna wada tego reportażu, która dla niektórych może być nie do przejścia. Mimo wszystko uważam, że warto go przeczytać, bo niesie za sobą wartość, której nawet ta nieprzemyślana momentami forma nie jest w stanie zabrać. Niemniej jednak gdyby książka była lepiej pomyślana, na pewno miałaby szansę trafić w gusta większej liczby osób. Ja z uwagi na to, że wcześniej nie czytałam reportażu o takiej tematyce, jestem łaskawa w ocenie. Wiem jednak, że gdyby w moje ręce trafiła książka, w której pojedyncze historie bardziej by wybrzmiewały, ta wydałaby mi się słaba.

Podsumowanie

Aż do śmierci. Prawdziwe historie przemocy domowej, która zmusza ofiarę do zbrodni to książka trudna, uświadamiająca, nakazująca mieć oczy i uszy szeroko otwarte i reagować. Historie przedstawionych w reportażu kobiet uczą, żeby nie oceniać, zarówno samego czynu, jak i faktu, że nie starczyło siły na odejście od stosującego przemoc mężczyzny. Nie jest to jednak idealny reportaż, dla wielu osób nie będzie pewnie nawet dobry, bo o ile wypowiedzi specjalistów mają zachowaną chronologię, są spójne, o tyle opowieści kobiet, czyli najważniejsza część książki, są dziwnie podzielone, splatają się ze sobą i tworzą totalnie nieuporządkowaną całość.